Śląsk Wrocław zamknął sobotnie ligowe zmagania w gorącym kibicowskim spotkaniu


Śląsk Wrocław zmierzył się z Widzewem Łódź w meczu piątej kolejki PKO BP Ekstraklasy. Ten mecz miał swoją atmosferę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

22 sierpnia 2026 Śląsk Wrocław zamknął sobotnie ligowe zmagania w gorącym kibicowskim spotkaniu
Wiktor Cyran

Śląsk Wrocław czekał na drugą wygraną w PKO BP Ekstraklasie, a po porażce w derbach wzrastało oczekiwanie na kolejne trzy punkty. Beniaminek liczył na przełamanie po osiagnięciu zaledwie jednego „oczka” od ostatniego triumfu w drugiej serii gier przeciwko Rakowowi Częstochowa. Widzew Łódź wybrał się do stolicy Dolnego Śląska w przeciętnych humorach. Gracze Aleksandara Vukovicia zapisali na swoim koncie pięć punktów i przyjechali do Wrocławia po wpadce u siebie z Koroną Kielce. Oba zespoły miały coś co udowodnienia w sobotni wieczór.


Udostępnij na Udostępnij na

Poszukiwania trenerskie

Śląsk Wrocław przegrał tydzień temu w Lubinie z miejscowym Zagłębiem i Ante Simundza postanowił sprawdzić innego zestawu graczy najbardziej wysuniętych. Malaly Dembele, który asystował w poprzedniej kolejce utrzymał miejsce w składzie, a Przemysław Banaszak usiadł po raz pierwszy w tym sezonie na ławce rezerwowych. Luka Marjanac wrócił do pierwszej „jedenastki” kosztem polskiego napastnika. To była jedyna roszada w ekipie słoweńskiego szkoleniowca. Alex Timossi wybiegł na prawym wahadle, a Mariusz Malec zastąpił zawieszonego Lamine Ba.

Widzew Łódź przetransformował się dość znacząco w swojej trzeciej delegacji w tej kampanii. Marcel Krajewski pojawił się po prawiej stronie obrony za Jusufa Gazibegovicia, który jest kontuzjowany. Serbski szkoleniowiec zmienił formację względem meczu z Koroną Kielce i ustawił swój zespół w układzie 1-4-1-4-1. Lindon Selahi miał asekurować stoperów jako defensywny pomocnik, a Juljan Shehu przesunął się piętro wyżej. Angel Baena skorzystał na posadzeniu na ławce rezerwowych Emila Kornviga i zejściu do środka Frana Alvareza. Hiszpan został oddelegowany do szarpania po prawej stronie boiska. Goście wybiegli na jednego napastnika, ponieważ Sebastian Bergier oglądał początek tego starcia zza linii bocznej. Karol Świderski dostał kolejną okazję na przełamanie. Zwracała uwagę liczba zmienników w drużynie przyjezdnych, ponieważ Aleksandar Vuković mógł skorzystać tylko z siedmiu piłkarzy rezerwowych, a trener beniaminka wyposażył się w 11 graczy.

Scenariusz nieprawdopodobny

Żaden ze szkoleniowców nie chciałby rozpoczynać spotkania tak jak Aleksandar Vuković, ponieważ Widzew Łódź grał o jednego gracza mniej od siódmej minuty meczu. Przemysław Wiśniewski faulował francuskiego napastnika i po analizie VAR sędziowie uznali, że nie był na spalonym gracz Śląska Wrocław. Marcin Kochanek pokazał czerwony kartonik reprezentantowi Polski. Ofiarą tej sytuacji okazał się Mariusz Fornalczyk, który zszedł z murawy. Mateusz Żyro uzupełnił lukę po środkowym stoperze. Steve Kapuadi ujrzał żótką kartę w 11 minucie co doprowadzało do wielu nerwowych i energicznych zachowań serbskiego trenera.

Ante Simundza szalał w wyznaczonej strefie, gdy obserwował ruchy swoich podopiecznych. Słoweniec wpadł w złość na zakończenie pierwszego kwadransa, ponieważ Wrocławianie prosili się o stratę gola. Widzew Łódź nie zamknął się we własnym polu karnym, lecz ukąsił gospodarzy. Grzegorz Tomasiewicz z Irodotosem Christodoulou sprezentowali dogodną sytuację Łodzianom. Alex Baena skorzystał z zawahania przy wyprowadzaniu piłki i posłał strzał w kierunku bramki. Karol Niemczycki sparował to uderzenie, lecz nie miał nic do powiedzenia przy dobitce Mario Garcii. Obie drużyny opakowały początek meczu w wiele interesujących wydarzeń. Przypomnijmy, że Widzew Łódź nie poległ na wyjeździe w tym sezonie, nie tracąc bramki w starciach z Wisłą Płock i Jagiellonią Białystok.

Ściągnięta kurtka

Śląsk Wrocław musiał gonić wynik po utracie pierwszego gola w pierwszych połowach w setnej edycji walki o mistrzostwo Polski, a trener gospodarzy dyrygował swoją ekipą. Słoweniec wariował i opuszczał swoją strefę niejednokrotnie, ponieważ irytowały go poczynania jego zawodników. 53-latek ściągnął kurtkę, bo drażniła go bezradność jego piłkarzy, którzy podejmowali niezrozumiałe decyzje.

Widzew Łódź korzystał z wyniku i szukał swojej szansy w kontrze. Czterokrotny mistrz Polski natchniony dopingiem licznie zgromadzonych własnych kibiców. „Widzewiacy” ustawieni w niskiej obronie zaskoczyli rywala w sposób banalnie łatwy. Mariusz Malec podał do Jorge Yriarte, który nie spodziewał się takiego ruchu pd swojego partnera. Wrocławianie pozbyli się posiadania i ruszyli goście. Juljan Shehu uruchomił swojego napastnika. Karol Świderski i Fran Alvarez ograli w polu karnym Karola Niemczyckiego defensywę „zielono-biało-czerwonych” niczym Zagłębie Lubin przed tygodniem. Cypryjski stoper zagubił z radarów hiszpańskiego pomocnika, który zrobił ruch do podania i pewnie podwyższył prowadzenie.

Kolumbijski pomocnik WKS-u, który zdrzemnął się przy budowaniu ataku, nie doczekał się ostatniego gwizdka przed zejściem na przerwę. Ante Simundza nie wytrzymał i wprowadził Enissa Shabaniego za Jorge Yriarte. Beniaminek miał głową w mur i opuszczał pierwszą połowę z deficytem oraz brakiem klarownych sytuacji bramkowych. Najbardziej utytułowany trener w PKO BP Ekstraklasie miał piętnaście minut na wstrząśnięcie swoim zespołem. Natomiast Aleksandar Vuković mógł mówić o swoich graczach w samych superlatywach i podtrzymać entuzjam.

Próba odrodzenia

Śląsk Wrocław przegrał drugą połowę z rzędu 2:0, a Ante Simundza wiedział, że musi iść va bank. Przemysław Banaszak został dołożony jako trzeci napastnik i Michał Rosiak zjawił się na murawie za Alexa Timossiego. Wrocławianie przebranżowili się w strukturę 1-4-2-3-1 i zaatakowali szturmowo swojego oponenta. Wydarzyła się najgorsza możliwa rzecz dla Widzewa Łódź, a przy okazji najlepsza dla gospodarzy i całego spotkania. Były napastnik Górnika Łęczna zgrał piłkę z rzutu różnego w kierunku dalszego słupka. Tam był Luka Marjanac, który nie trafił do siatki z najbliższej odległości. Jednak goście sami wpakowali futbolówkę do bramki przy probie wyjaśnienia tej sytuacji. Wiedzieliśmy od 48 minuty, że Widzew Łódź nie zachowa trzeciego czystego konta na wyjeździe.

„Czerwona Armia” czuła presję jaką narzucił zespół goniący i goście przerzucli obraz gry do środowej strefy. Widzew Łódź zszokował publikę na Tarczyński Arena, gdy akcja toczyła się dziewięciu na dziewięciu w polu. Grzegorz Tomasiewicz ogarniał się po tym jak został ustrzelony w głowę, a goście wykorzystali ten moment. Wrocławianie pogubili krycie praktycznie na całym boisku, ponieważ przebili się „Widzewiacy” swą lewą flanką. Hiszpański duet opanował sytuację we Wrocławiu, gdyż Mario Garcia dołożył asystę przy trafieniu Alexa Baeny. Karol Niemczycki wyciągał piłki z bramki po raz trzeci i przeżywaliśmy konsternacje fanów z Wrocławia z radością kibiców z Łodzi.

Determinacja

Śląsk Wrocław nie podał się i walczył do samego końca. Ponad 21 tysięcy ludzi oczekiwało dalszego przebiegu tej rywalizacji, która przygasła nam na kilka chwil. Wydawało się, że to goście są bliżsi zabicia tego starcia. Jednak to beniaminek zbudował cegiełkę pod ponowne wzniecenia ognia. Piotr Samiec-Talar, który nie rozgrywał najlepszego meczu, znów potwierdził swoją wartość. Ciężko było doszukać się dobrego zagrania kapitana WKS-u podczas tej batalii. Wychowanek klubu był aktywny jak zawsze, ale nie przekładał tego na konkretne sygnały. PKO BP Ekstraklasa odczuła znów magię lewej nogi tego 24-latka, który wrzucił na nos piłkę do Przemysława Banaszaka. Napastnik nie zmarnował tego dośrodkowania i wlał nadzieje na choćby remis.

Piotr Samiec-Talar popisał się genialnym zmysłem, gdy wypuścił bośniackiego gracza, lecz ten minimalnie spalił. Fani radowali się doprowadzeniem do wyrównania, lecz weryfikacja cofnęła eksplozję na Tarczyński Arena. Kapitan WKS-u odpalił się i słał jedno za drugim kapitalne zagranie. Cała liga zna lewą stopę tego zawodnika, ale Widzew Łódź nie skarcił tej broni Śląska Wrocław. 24-latek obsłużył Enissa Shabaniego, który dokonał skutecznej egzekucji. Niemiec strzelił swojego debiutanckiego gola i ustalił wynik meczu.

Za takie mecze kochamy naszą ligę, ponieważ mieliśmy kino absolutne w tym spotkaniu. Gole, czerwona kartka i emocje do samego końca. Remis, który nie zadawala w pełni żadnego ze szkoleniowców, ponieważ każdemu uciekły punkty. Nikt nie może czuć pełnej satysfakcji po tym widowisku. Obejrzeliśmy pojedynek pełen jakości, ponieważ częste zachowania takich graczy jak Fran Alvarez musiały przekuwać uwagę. Oba zespoły zdeterminowanie pragnęły dążyć do celu, którego nikt nie osiągnął… Niech PKO BP Ekstraklasa przynosi tam coraz więcej takich chwil.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze